Gdzieś nad Łyną - majowa wędrówka wokół granic (2026)

Relacje pozagórskie z Polski.
Awatar użytkownika
buba
Posty: 7082
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś nad Łyną - majowa wędrówka wokół granic (2026)

Postautor: buba » 2026-10-30, 17:12

Zmierzamy nad Jezioro Wielochowskie. Trasa przez pełne jezior Mazury skończyła się nam już dwa lata temu. Teraz każdy tego typu zbiornik to rzadkość, więc i wielka radość! Początkowo był plan noclegu na jego północnym krańcu, gdzie znajduje się niewielki rowerowy MOR z wiatą i miejscem ogniskowym. Brzmiało to bardzo dobrze. Z niewiadomych przyczyn poszliśmy jednak obejrzeć główną plażę od strony południowej i o zgrozo wszyscy (oprócz mnie) zgodnie zakrzyknęli, że tu zostajemy. Mnie początkowo miejsce kompletnie nie przypadło do gustu - trochę jakby biwakować w miejskim parku. Nad jeziorem, na pomostach i ławeczkach, roiło się kupę ludzi - młodzieży, emerytów, pieskowców. Maj, środek tygodnia - a takie tłumy? O kąpielach na golasa to można zapomnieć. I jeszcze wszędzie jakieś tabliczki z zakazami. Piotrek został wydelegowany, aby obczaić tamten MOR. Pojechał rowerem na północny kraniec i wrócił twierdząc, że "tam jest do d...", więc już bezapelacyjnie stanęło, że zostajemy tutaj. No trudno. Kolektyw decyduje - głosów 5 kontra 1.

Osiedlamy się koło wiaty, więc można powiedzieć, że nie w parku miejskim a na skraju parku miejskiego, co jest okolicznością w pewnym sensie łagodzącą.

Obrazek

Za wiatą rozciąga się ogromna łąka, na mapach opisywana jako "pole namiotowe". Część osób rozbija się tutaj, inni bliżej wiaty.

Obrazek

Obrazek

Oddalam się nieco od głównej plaży w poszukiwaniu jakiegoś miejsca na kąpiel.

Obrazek

W końcu udało się znaleźć dziką zatoczkę kąpielową przy jakiś starych łódkach. Miejsce ukryte wśród trzcin i trochę zabagnione, ale zaciszne i bez zbędnych gapiów. Od tego momentu humor mi się bardzo poprawił :)

Wraz z obniżającym się słońcem i spadającą temperaturą wieczorni spacerowicze wracali do Lidzbarka. Czas wybitnie działał więc na naszą korzyść. O zachodzie słońca zostaliśmy nad jeziorem już praktycznie sami.

Obrazek

Obrazek

No i jeszcze były chrabąszcze! Cała masa. Człowiek siedzi i co chwile coś go "pac!" w łeb. Albo co gorsza w nos! W nocy też mnie budziły kilka razy zderzając się z namiotem.

Obrazek

Popołudniem do ekipy dołączył Pudel. Jechał 19 godzin, korzystając wyłącznie z pociągów osobowych - przygoda sama w sobie. Raczy nas więc opowieściami z owej ciekawej podróży, np. o nocnym zwiedzaniu poznańskich knajp.

Dzisiejsza ekipa w komplecie. Sztuk 7. (zdjęcie Pudla)

Obrazek

Resztkę Kaśkowego bimbru zagryzamy pysznym sałem :)

Obrazek

Wieczorne ognisko należy do bardzo udanych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Poranek jest słoneczny i przyjemny. Noc też była ciepła. Pudel nawet nie rozstawiał namiotu tylko rozłożył się w wiacie.

Obrazek

Tafla jeziora jest idealnie gładka, bez jednej falki czy zmarszczki - tak jak uwielbiam najbardziej. Oczywiście idę popływać :)

Obrazek

Obrazek

Mamy okazje poznać grupę pań z lokalnego klubu morsów. W tym roku jeszcze w kwietniu był lód na jeziorze (ach to ocieplenie klimatu!) i można było morsować w przeręblach, co ponoć jest największą atrakcją dla sympatyków tej aktywności.

Potem się okazuje, że poranek był za upalny... Faktycznie było tak miło i ciepły, że aż trochę podejrzane. Stopniowo robi się coraz bardziej lepka duchota, nałażą chmury i przychodzi burza. I nagle robi się lodowato! Długo przeczekujemy w wiacie a już niestety nie ma kasinego bimbru na rozgrzewkę.

Obrazek

Obrazek

Jakaś poważna rozkmina nad mapą - układanie dalszego planu wędrówki. (zdjęcie Bozi)

Obrazek

Nasza trasa wiedzie na północ, mijając to drugie biwakowisko nad jeziorem. Ciężko powiedzieć czy jest tu jest ładniej czy brzydziej, ale napewno bardziej kameralnie. Minusy jednak też były - zdecydowanie mniej dogodnego miejsca na namioty.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zbieramy się do kupy, aby za chwilę znów się rozdzielić.

Obrazek

Jest tu też tojtoj - z czerwoną srajtaśmą! Takiej jeszcze nie widziałam!

Obrazek

Krótka przerwa i suniemy dalej. Pojawiają się pagórki...

Obrazek

...i szerokie przestrzenie.

Obrazek

Kilka ładnych zdjęć na falistych drogach porobiła nam Bozia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A potem wkraczamy w lasy.

Obrazek

Obrazek

Między Wielochowem a Nerwikami jest pas bunkrów, które występują głównie na mapie Szymona. W terenie znajdujemy tylko jeden, a raczej jego niewielki fragment.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na jednym ze skrzyżowań stoi całkiem solidna wiata. Na tej trasie zdecydowanie jest gdzie przeczekiwać ulewy.

Obrazek

Obrazek

Zbliżamy się do Nerwików.

Obrazek

Przez wioskę prowadzi płytowa droga, wykładana w sposób oszczędny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejscowy gospodarz - miłośnik ogrodnictwa pokazuje nam swoje włości. Opowiadał również jak służył w wojsku w Dąbrowie Górniczej, zapraszał na herbatę. Mam wrażenie, że był wybitnie spragniony towarzystwa.

Obrazek

Tu powinien być sklepik. A może nawet kiedyś był?

Obrazek

Główną atrakcją miejscowości jest pałac. Kiedyś, za czasów PGRu, były w nim mieszkania i biura, ale to już melodia dalekiej przeszłości. Od dawna pałac stoi opuszczony i popada w ruinę. Obecnie widać ślady rozpoczętego i przerwanego remontu. Budynek z zewnątrz wydaje się być w całkiem niezłym stanie. Dach jest, okna całe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dwa ganeczki - z przodu i z tyłu budynku.

Obrazek

Obrazek

Przez piwnice udaje się dostać do środka. Tu już jednak nie ma wątpliwości, że to ruina zupełna. Dachy są kompletnie nieszczelne - widać niebo. W czasie każdej ulewy zapewne wlewa się tu wodospadem. Roślinom się ten fakt bardzo podoba - wszelaka zieleń mocno porasta ściany i podłogi. I to nie tylko mchy czy pleśnie - również chwasty większe np. pokrzywy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Strych. Tu dokładnie widać ażurowość dachów.

Obrazek

Tajemnicza sprawa co to za wykopki? Jak nic świeżo rozkopana jama. Co, kto i po co tu zakopywał/szukał?

Obrazek

Faktury ścian.

Obrazek

Klatka schodowa pochodzi chyba z czasów powojennych i jest mocno obsrana przez gołębie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sklepu we wsi nie ma, wiaty nie ma, więc na krótki popas rozkładamy się na schodach.

Obrazek

Pyliste lub trylinkowe drogi mijają PGRowska zabudowę.

Obrazek

Obrazek

Szutrowe drogi prowadzą nas dalej, wijąc się polami.

Obrazek

Obrazek

W Pieszkowie oglądamy kościół, o charakterystycznej wąskiej, strzelistej wieży.

Obrazek

Jak tylko go zobaczyłam - to jak żywy stanął mi przed oczami obraz sprzed 9 lat. Obwód Kaliningradzki, wieś Oktiabrskoje i ruina poniemieckiego kościoła przy błotnistej drodze wiodącej przez poligon. Normalnie brat bliźniak!

Obrazek

Tam była ruina, w Pieszkowie jest to działający kościół i dodatkowo fajnie, że otwarty. Jest tu sufit z różnymi scenkami biblijnymi. Co ciekawe - chyba się nie powtarzają.

Obrazek

Obrazek

Można zobaczyć lekko zastawione ławkami epitafia.

Obrazek

Obrazek

Anioł podtrzymujący ambonę ma na głowie poduszkę. Chyba żeby go nie uwierało w łeb?

Obrazek

A święty Andrzej ma różne zachcianki.

Obrazek

Poza tym w Pieszkowie jest też sklep. Pod jego parasolem przeczekujemy kolejną zlewę.

Obrazek

Potem wychodzi słońce, a parująca wilgoć tworzy wszędzie lekką mgiełkę.

Obrazek

Idziemy na przystanek, ale wypisane w rozkładzie autobusy nie przyjeżdżają. Przychodzi więc nam łapać stopa. Szczęśliwie się udaje i suniemy do Górowa Iławeckiego.

cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"

na wiecznych wagarach od życia..
Awatar użytkownika
buba
Posty: 7082
Rejestracja: 2013-07-09, 07:07
Lokalizacja: Oława
Kontakt:

Re: Gdzieś nad Łyną - majowa wędrówka wokół granic (2026)

Postautor: buba » 2026-11-01, 19:19

Jakoś około roku 2000 oglądałam w telewizji reportaż o terenach przy granicy z obwodem kaliningradzkim. Nie pamiętam tytułu. Chodzi mi po głowie, że coś w stylu: "Tam gdzie się kończą Mazury" czy jakoś tak - ale mogę się mylić, dawno to już było. Film opowiadał o życiu na zapadłej prowincji, daleko od wszystkiego. O upadku PGRów, bezrobociu, apatii. Ujęcia były chyba głównie listopadowe - szare niebo, szare bloki, błoto, zadymione pomieszczenia o zaparowanych oknach. Stacyjki, spelunki, sklepiki. Część filmu była poświecona na Górowo Iławeckie. Wgryzł mi się w pamięć niesamowity urok tego miejsca - zagubionego gdzieś na końcu świata. Od tego czasu bardzo chciałam zobaczyć to miasteczko, ale jakoś się nie złożyło. Aż do dzisiaj. Wiem dobrze, że nie znajdę tu klimatu z tamtych kadrów. Ale czy będe potrafiła patrzeć na otaczającą rzeczywistość normalnie, a nie przez pryzmat jakiś obrazów sprzed lat?

I mimo, że miasteczko nie przypomina już ujęć z tego filmu - minęło przecież prawie 30 lat, nie rozczarowało mnie. Nadal jest tu spokój, sielskość, niespieszność. Ten rodzaj atmosfery, który się czuje, a ciężko opisać słowami czy udokumentować zdjęciami. Na tegorocznej naszej wędrówce wzdłuż granic mijaliśmy 6 miasteczek (Korsze, Sępopol, Bartoszyce, Lidzbark Warmiński, Górowo Iławeckie i Dobre Miasto), ale bezapelacyjnie to Górowo jest moim faworytem.

Obrazek

Zawsze też intrygowała mnie nazwa - dlaczego "Iławeckie"? Przecież "Iława", ta nad jeziorami, jest daleko stąd. Dopiero z relacji Pudla dowiedziałam się, że to faktycznie od "Iławy", ale nie tej co myślałam - od "Iławy Pruskiej" zwanej później "Iławką", która teraz jest rosyjskim Bagrationowskiem. Miasto to w 1945 roku przez kilka miesięcy należało do Polski, pełniąc rolę miasta powiatowego. Potem granica została przesunięta, Iławka znalazła się po radzieckiej stronie, więc Górowo przejęło rolę stolicy powiatu iławeckiego. Mimo że to po kilkunastu latach uległo zmianie - nazwa pozostała. Tak we współczesnej nazwie zostały zaklęte powojenne zawirowania administracyjne regionu. Kurcze - to miasto ma mega urok, z której by strony na niego nie popatrzeć :)

Bardzo mi się też podoba jego herb - lis niesie w pysku upolowaną gęś, a w tle mury miejskie, kościoły, drzewo. Szkoda, że nie sprzedają gdzieś koszulek pamiątkowych z takim nadrukiem - ochoczo bym nosiła! :)

Obrazek

Wysiadamy niedaleko rynku.

Obrazek

Ciekawą wieżę ma ratusz - drewniana, jakby doklejona z innego budynku.

Obrazek

Przy ratuszu zamocowano tablicę upamiętaniającą spalenie czarownicy w 1686 roku. Babka pochodziła z Augamów. Zarzucano jej ponoć pakt z diabłem i rzucanie uroków na bydło. Egzekucje wykonano tu na rynku.

Obrazek

Sklep "Jutrzenka" niestety jest zamknięty - i to chyba tak permanentnie...

Obrazek

Takiego złapać na stopa - to by się fajno jechało!

Obrazek

Jednym z ciekawszych budynków na naszej trasie jest cerkiew, która osiedliła się w dawnym kościele ewangelickim.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Akurat jest msza. Lubię msze w cerkwiach. Wbijam. Choćby na chwilę. 7 osób uczestniczy w mszy. Kameralnie. Pierwszy raz jestem w cerkwi utworzonej w budynku takiego monumentalnego koscioła w stylu krzyżackim.

Obrazek

Obrazek

Ikonostas jest współczesny - wykonany na potrzebę cerkwi, a malowidło na suficie pamięta czasy dużo wcześniejsze, gdy obrządek był tu inny.

Obrazek

Na zewnętrznej elewacji przycupnął Chrystus - zadumany nad przemijaniem.

Obrazek

Dwóch świętych sprawia wrażenie nieco wkurzonych - jakby im coś nie grało, że trafili w takie okoliczności.

Obrazek

Obrazek

Przy kościele stoi tablica. Wyważony napis w 3 językach. Bez oceniania, oskarżania i negatywnych emocji. Raczej rzadkość. Bardzo pozytywne wrażenie na mnie zrobiła.

Obrazek

W innej części miasteczka spotykamy kaplicę - cerkiew przy cmentarzu. Też utrzymaną w ceglanych klimatach z dawnych lat.

Obrazek

Rozsiadamy się w knajpie "Róża Wiatrów". Coś przekąsimy, a przy okazji umożliwi nam to zwiedzanie miasta na lekko, bo plecaki można zostawić w barze.

Obrazek

Obrazek

Mają tu dwie wieże ciśnień. Jedna stoi przy starej gazowni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do wieży nie da się wejść. Tak wzmocnione drzwi nas na pewno nie przepuszczą ;) I jak teraz ludziska na Orsy trafią?

Obrazek

Gazownia jest odremontowana i pełni obecnie funkcje muzeum, ale gdy ją mijamy jest zamknięta i nikt nas nie zaprasza do zwiedzania.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Druga wieża ciśnień - kolejowa.

Obrazek

Idę z Bożenką zwiedzać okolice przydworcowe. Pusto, zielono i przestronnie. Każdy fragment terenu emanuje spokojem. Bardzo sympatyczna okolica!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Garaż? Albo inny barak czy kontener? I okno z firanką. Jakoś tak od razu miło i przytulnie.

Obrazek

Nieczynny dworzec PKP. Linia kolejowa biegła kiedyś z Lidzbarka Warmińskiego do obecnego Korniewa (po rosyjskiej stronie), ale pociągi już dawno przestały jeździć. Nawet torowisko jest rozebrane. Budynek dworca jest jednak częściowo użytkowany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mieści się tu np. knajpa w stylu baru mlecznego "Górowianka". Niestety późnym popołudniem, gdy szukamy miejsca wydawania paszy - jest już zamknięta. Rano jest otwarta, ale my nie jesteśmy głodni. No szkoda, ale co zrobić - nie zgraliśmy się czasowo.

Obrazek

Przy dawnym dworcu PKP stoi przystanek autobusowy o charakterystycznym kształcie wiaty. Mimo że miejsce na pierwszy rzut oka wydaje się zapomniane - nic bardziej mylnego! Jutro stąd właśnie odjedziemy!

Obrazek

Obrazek

Ciekawy łącznik między dwoma blokami.

Obrazek

Na nocleg zmierzamy na północ od miasta. Dzielimy się na kilka grup - ktoś zostaje dłużej w knajpie, ktoś jeszcze zwiedza miasto, ktoś ma rower, więc podąża własnymi ścieżkami. Jako forpoczta w stronę biwaku idę ja i Szymon. Po drodze mija nas biały bus. Zatrzymuje się, ale nie może nas podwieść, bo jedzie w przeciwną stronę. Gadamy chwilę. Koleś niechętnie opowiada o sobie, ale bardzo się interesuje nami, naszą wycieczką, gdzie idziemy, kiedy, po co, ile nas jest. Na tym etapie nie wzbudza to żadnych podejrzeń - normalne, że jesteśmy nietypową grupą dla takich obszarów i miejscowi traktuja nas jako pewne dziwactwo, które zawsze jest niezwykle interesujące.

Na nocleg rozbijamy się na leśnym parkingu z wiatami i miejscem ogniskowym. Są tu dwa bajorka o wodach czarnych jak na torfowiskach w Estonii.

Obrazek

Obrazek

Dziwne miejsce - tzn. chodzi o ilość osób, które się tu przewinęło podczas wieczoru/nocy/poranka. Albo Polska jest na tyle przeludnionym krajem, że gdziekolwiek by się nie poszło - wszędzie jak kij w mrowisko? Albo właśnie znaleźliśmy tajne centrum kulturalno - oświatowe województwa warmińsko - mazurskiego. Gdy przyszliśmy wieczorem trwała właśnie zbiórka jakiegoś zastępu skautowego - chyba 20 osób grało w berka wokół ogniska, jak zwykle w takich sytuacjach generując wokół siebie ogromną ilość radosnych okrzyków. Ja już chciałam brać nogi za pas i wbijać gdzieś w chaszcz przygranicznych lasów. Szczęśliwie Szymon wykazał się stoickim spokojem, twierdząc, że "zbiórka się zaraz skończy, oni wrócą do domu i w nocy będziemy mieć spokój". Skądinąd bardzo sympatyczna młodzież. Pogadaliśmy, zostawili nam rozpalone ognisko i kiełbasę.

Uprzedzając nieco fakty - podczas naszego pobytu przez ów leśny parking przewinęły się jeszcze 3 kampery, leśnicy i dwa ogromne autokary młodzieży szkolnej. Wędkarzy już nie liczę bo to pojedyncze sztuki. Nasza dość duża ekipa też wydaje się być nietypowa dla takiego miejsca. Zatem czy tu jest tak codziennie? Przypomnę, że mamy maj i środek tygodnia. Albo myśmy akurat szczególnie wycelowali w termin albo w letnie weekendy to szpilki tu nie wciśnie?

Powoli docierają pozostali członkowie ekipy. Ognisko płonie, stają namioty. Skądinąd zastanawiamy się czy te wiaty chronią przed czymkolwiek? Acz mamy szczęście nie musieć tego sprawdzać - pogodę mamy piękną.

Obrazek

Obrazek

Gdy przyszliśmy na to miejsce to oprócz skautów stał tu już jeden kamper i z jego ekipą się zaznajamiamy. Michał, jego partnerka, niemowle i pies. Ludzie mili, niemowle śliczne i grzeczne, pies wesoły i dobrze wychowany. Też dużo podróżują i lubią podobne klimaty. Miło razem spędzamy czas przy ognisku.

Obrazek

Przyjeżdżają potem jeszcze dwa kampery. Mimo całkiem sporego placu prawie wjeżdżają mi w namiot. Jakoś zawsze najlepsze miejsce jest tam, gdzie już ktoś się rozłożył i trzeba mu stanąc na głowie. Z właścicielami tych pojazdów kontaktu żadnego nie nawiązywaliśmy. Przewinął się jedynie strzępek rozmowy: "zamknij szybko drzwi, bo nie wiedzieć po jakiego ch*** rozpalili to g*** i napier*** dymem. Wszystko będzie śmierdzieć". To chyba było o naszym ognisku? ;) Zastanawiam się też czy będę musiała przestawić namiot, żeby nie spać w polu rażenia bocznego reflektora... Gdzieś potem przewija się w naszych rozmowach temat: "wielkość kampera a strach przed ciemnością". Rano owe auta dość szybko odjeżdżają - pewnie się boją, że znów rozpalimy ognisko ;)

Poranna polana usiana namiotami. Zdjęcia uchwyciły ten krótki moment czasoprzestrzeni, gdy jesteśmy tu tylko my i rodzina Michała.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Udaje mi się też wstrzelić czasowo i zdążyć wykąpać. Jeziorko jest cudne, ale tak lodowate, że w czasie pływania bardzo szybko drętwieją ręce i nogi. Woda zdaje się być gęstsza niż zazwyczaj. Nie wiem czy to kwestia tej torfowatości czy jeszcze nie do końca odmarzła? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem przychodzą leśnicy "wypier*** nas z lasu". Nie no, to tak sobie tylko żartujemy - w nawiązaniu do przygód pierwszego wieczora. Wprawdzie bawi to tylko mnie i Szymona, bo pozostałych uczestników jeszcze w pierwszy dzień nie było. A dzisiejsi leśnicy są całkiem w porządku - proszą tylko, żeby szybko złożyć namioty zanim przyjadą tu dwa autokary dzieci szkolnych. Cooooo??? Tak, to prawda. Chwilę potem autokary wjeżdżają i wysypuje się na łąki szarańcza w ilości kilkadziesiąt sztuk. Acz ciężko to oceniać inaczej niż stado - porusza się razem, wznosi okrzyki razem, czasem ma sie wrażenie, że to jeden organizm.

Obrazek

Kameralny poranek na leśnej polanie, zagubionej gdzieś w przygranicznych lasach ;)

Obrazek

A po co oni tu przyjechali? Ano w ramach zajęć szkolnych. Jakieś lekcje zaznajamiania dzieci z lasem, prowadzone przez leśników. Że tu są rośliny, zwierzęta, co się uprawia, co się chroni, że gospodarka leśna itp. W tym celu przygotowano całe stoły pomocy dydaktycznych - poroża, szyszki, huby, liście. Gdy cała wycieczka idzie na obchód jeziorek - my zaznajamiamy się z pozostawionymi rekwizytami ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ma miejsce jeszcze ciekawa sytuacja. W którymś momencie podchodzą do nas dziewczęta ze szkolnej wycieczki, na okolo 5-6 klasa. "Przepraszam bardzo, gdzie tu jest ubikacja?". Już nie pamiętam kto odpowiedział, że w sumie... wszędzie. Za tym krzaczkiem, i za tamtym. Przez chwilę widać niedowierzanie i przerażenie w oczach dziewcząt. Jedna patrzy na drugą, druga na pierwszą. Ktoś dodaje: "Może też u was w autokarze jest ubikacja?" Jest. Dziewczęta są uratowane! Nasuwają się myśli, że chyba faktycznie takie lekcje są potrzebne, bo może niektóre dzieci serio są po raz pierwszy w lesie? I nie wiedzą co to szyszka?

My tymczasem zbieramy manatki i idziemy w stronę Górowa, jako że na dziś mamy plan podjechać autobusem. I znów na szosie przez las spotykamy tego samego kolesia, w tym samym białym busie. Przypadek? No chyba tak. Choć pojawiają się myśli, że może on nas śledził? Gadamy chwilę, mówimy mu, że jedziemy do Dobrego Miasta, że nocleg udany, że Górowo nam się podoba i bla bla bla. Bus odjeżdża. Gdy czekamy przy dworcu PKP na autobus - widzę tego busa jeszcze raz. Ale już się nie zatrzymał - tylko przejechał obok.

Na klimatycznym przystanku z wygiętym dachem czekamy na autobus do Dobrego Miasta - skąd będziemy kontynuować wędrówkę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam ta mniej uczęszczaną. Cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam"



na wiecznych wagarach od życia..

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości